Kocieuszy | wegański styl życia: Rodzina nie akceptuje mojego weganizmu!

Rodzina nie akceptuje mojego weganizmu!

20:31

Dąbrowski dla Vegezone / facebook

To temat mi bliski, bo przez dość długi czas musiałam w domu rodzinnym znosić mniej lub bardziej przykre docinki. Nie wiem nawet jak ciężko musiałoby mi być, gdybym w początkach mojego wegetarianizmu mieszkała nadal z rodzicami. Moi rodzice są typowymi mięsożercami, chociaż mama przyznaje, że właściwie mogłaby nie jeść mięsa (ale je go całkiem sporo i raczej nie zamierza przestać). Tato natomiast twierdzi, że bez mięsa nie można żyć, a moje wegańskie (a wcześniej wegetariańskie) jedzenie musi być okropne i jak ja tak mogę funkcjonować. Mimo to tofu po grecku na wigilię bardzo mu smakowało i nawet pomylił je z rybą ;) 

Ale do rzeczy.


Jak wytrzymać z mięsożerną rodziną?

1. Nie atakuj. Nie przekonuj ich do zmiany diety. A już na pewno nie insynuuj, że przez jedzenie mięsa się rozchorują, będą żyli krócej, i w ogóle to meat is murder. Z doświadczenia wiem, że przynosi to odwrotne skutki od zamierzonych. Oczywiście, jeśli to Ty jesteś atakowany/a, zwróć ich uwagę na badania naukowe, które potwierdzają, że weganizm jest zdrowy i pozwala zapobiec niektórym chorobom. Jednak przesadna megalomania nie jest wskazana, właśnie za to często nie lubią nas mięsożercy i mamy opinie wege-terrorystow ;)

2. Pokazuj im zalety diety roślinnej na swoim własnym przykładzie. Wspominaj jak dobrze się teraz czujesz (o ile czujesz się dobrze). Ja np. od kiedy jestem weganką odrobinę schudłam (zupełnie odwrotnie niż na wegetarianizmie, gdzie jadłam ser), trochę lepiej wygląda moja cera i włosy, pożegnałam się z migrenami i zawsze staram się o tym wspominać w rozmowach z rodzicami. W takiej sytuacji ich "argument" o rzekomej szkodliwości diety bezmięsnej wydaje się być chybiony.

3. Częstuj ich wegańskimi potrawami. Pokazuj na swoim przykładzie, że weganie nie jedzą samej trawy i sałaty, że możesz upiec ciasto bez jajek i mleka, zrobić bezmięsne burgery czy nawet przygotować rybę bez ryby.

4. Bądź wytrwały/a i nie rezygnuj. Jeżeli jednego dnia mówisz, że nie jesz mięsa a następnego udaje Ci się skusić na zraziki czy kotlety, to rodzina nie będzie Cię traktować poważnie. Nadal będą Ci proponowali zupę bez mięska, bo przecież wyjęte, albo pierogi pokraszone smalcem. Zwracaj im uwagę na to, że nie jesz zwierząt pod żadną postacią no i... naprawdę tego nie rób ;)

5. Poczekaj. Czas naprawdę najlepiej tutaj działa. Właśnie dopiero po jakimś czasie Twoja rodzina zauważy, że żyjesz, jesteś zdrowy/a, nie wypadły Ci wszystkie włosy (a nawet wręcz przeciwnie), czujesz się o wiele lepiej niż wtedy, gdy jadłeś/aś mięso a w dodatku nie zrujnowałeś/aś się finansowo kupując wegańskie produkty ;) Na swoim przykładzie wiem, że przeczekanie jest czasami jedynym wyjściem. Moi rodzice byli bardzo nieprzychylnie nastawieni do mojego wegetarianizmu, twierdzili że mi to niedługo przejdzie (tato chyba nadal tak uważa, ale przynajmniej się już z tym tak nie afiszuje), że się nabawię jakichś chorób i że to Warszawa tak na mnie wpłynęła (przejście na wegetarianizm niefortunnie splotło się w czasie z moim wyjazdem na studia) - bo przecież w mniejszych miastach nie ma wegan ;) Bałam się im nawet mówić o tym, że zdecydowałam się na weganizm, gdyż nie wyobrażałam sobie co tym razem będzie mnie czekać. Początkowo mówiłam po prostu, że nie jem produktów z mlekiem, bo mi szkodzą na cerę, a jajka mnie brzydzą, ale wkrótce okazało się to niepotrzebne. Widocznie moje żywieniowe "odchyły" przestały już robić na nich wrażenie. Teraz nawet zdarza się, że rodzice sami z siebie kupują mi "moje" jedzenie kiedy ich odwiedzam, a sam tato zrobił kiedyś wegańską ryżową zapiekankę :) Nadal zdarzają się oczywiście jakieś próby przekonywania mnie, że to tylko moja fanaberia, ale już zdecydowanie rzadziej , więc wydaje mi się, że jest o wiele lepiej niż na początku.

Dąbrowski dla Vegezone / facebook

Oczywiście te rady nie muszą się sprawdzić w przypadku, gdy mieszkacie na co dzień w domu rodzinnym. Sama kilka lat temu, będąc jeszcze w liceum, próbowałam przejść na wegetarianizm, i niestety wytrzymałam tylko jakiś tydzień. Nie miałam jednak wtedy takiej wiedzy i podstaw ideologicznych, jakie mam teraz, nie potrafiłam w ogóle gotować i nie miałam za bardzo dostępu do wegańskich produktów. Niemniej jednak, życzę Wam powodzenia w przekonywaniu swoich bliskich do weg*anizmu!


You Might Also Like

16 komentarze

  1. Ojjj... doskonale Cię rozumiem. Ja niestety mieszkam nadal z rodzicami i oni nadal uważają, że "cuduje" i że mi przejdzie.. grrr. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale za to jaka dzięki temu jest motywacja, żeby nigdy nie przeszło :)

      Usuń
  2. Hej, mam do Ciebie pytanie jakiej pasty do zębów i jakiego zmywacza do paznokci używasz? Z góry dziękuje za odpowiedź :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem, że pytanie nie do mnie, ale może moja opinia też się przyda : ) Ja używam Himalaya Herbals, nie wiem czy wegańska, na tubce jest 100% vegetarian a nie znam się na składach :c jeszcze są pasty ziaji ale nie używałam i nie orientuję się. Czytałam w necie, że wiele past do zębów nie jest nawet wegetariańska, bo zawiera glicerynę odzwierzęcą. Pozdrawiam!: )
      Ps. - mam do was wszystkich pytanie - co z pomadką ochronną do ust ?;o

      Usuń
    2. Pasta do zębów: Używam Himalai, jest wegańska (można ją kupić w Evergreen, a ten sklep wybiera tylko wegańskie produkty Himalaya), jest też Ziaja, Dabur, Rebi Dental za 2 zł w aptece i niektórych supermarketach (ma wegański skład, ale nie mam pewności co do testów na zwierzętach, krążą opinie, że jest w porządku). Tą gliceryną bym się aż tak nie przejmowała, z tego co zdążyłam zauważyć pisząc do firm, to nikt mi jeszcze nie wymienił gliceryny jako składnika odzwierzęcego jaki stosują, zakładam, że zdecydowaną większość w kosmetykach stanowi gliceryna roślinna (ale może w pastach jest inaczej :>)

      Zmywacz: Na pewno wegańskie są te z Isany. Ja mam w domu jeszcze jakiś marki własnej Carrefour produkowany przez Delię, czyli nietestującą polską firmę, skład wygląda na wegański (oprócz niewiadomej gliceryny - Delia na moje maile nie odpisała, więc pewności nie mam).

      Pomadka ochronna: Mam dwa balsamy Crazy Rumors - naprawdę polecam, warte swojej ceny i całkiem wydajne :) Alterra wprowadziła niedawno jedną wegańską pomadkę: http://www.rossnet.pl/Produkt/Alterra-pomadka-ochronna-SOS-4-8-g,346320 (ta druga rumiankowa jest z woskiem pszczelim!).

      Mam nadzieję, że trochę Wam pomogłam :) Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    3. Mi tak !:) liczyłam na pomadkę alterry, bo rossmanna mam wszędzie! :)
      a w ogóle to widziałam w Tesc u siebie we Wrocławiu jogurt naturalny i shake'a Joya! :)

      Usuń
    4. a ta jest może ok ? http://www.rossnet.pl/Produkt/Bielenda-Pomadka-do-ust-NATURALNE-NAWILZENIE-pomadka-do-ust-nawilzajaca-4-5g,347624,1787,5910 , kurczę, nie znam wszystkich niewegańskich składników : ( z góry dzięki!:))

      Usuń
    5. Ma w składzie Cera Alba - wosk pszczeli :(
      Zazdroszczę Tesco! W moim nie ma chyba żadnych wegańskich zamienników, może tylko jakieś pasztety sojowe i mleko sojowe w zawyżonych cenach. Po jogurty muszę jeździć do Leclerca albo Piotra i Pawła :c

      Usuń
    6. Dziękuje, bardzo pomogłaś! :)

      Usuń
  3. Ja zaczęłam z wegetarianizmem i weganizmem jeszcze mieszkając z rodzicami, jak chodziłam do liceum. Dodam, że to małe miasteczko, nie wszyscy się weganią pod wpływem Warszawy :D Z początku był wielki opór, ale wyjaśniłam dlaczego na to się decyduję, że podejdę do tego odpowiedzialnie i nie zrobię sobie krzywdy. Czekanie faktycznie pomogło, bo minęły ponad dwa lata a ja nadal żyję i mam się dobrze, rodzice też chyba zaakceptowali obecny stan rzeczy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mają innego wyjścia, muszą zaakceptować :D

      Usuń
  4. Ja przeszłam na wegetarianizm jeszcze w liceum mieszkając z rodzicami. Nic nie mówili, nie straszyli. Po kilku latach mama mi powiedziała, że wtedy nie zareagowała bo myślała, że mi samo przejdzie, a gdyby coś mówiła to bym na przekór jej nie jadła mięsa. :) Ja mimo wszystko nadal nie jem mięsa i cała rodzina teraz uważa to za normalną sprawę.
    Alicja

    OdpowiedzUsuń
  5. My z siostrą na wegetarianizm przeszłyśmy w 89 roku. To były dopiero ciężkie czasy dla roślinożerców. Ludziska patrzyli na nas jak na dziwadała choć wśród swoich znajomych nigdy nie spotakłyśmy się ani z wyśmiewaniem ani z głupimi pytaniami. A rodzicie trochę pogadali i się przyzwyczaili. Weganizm już poszedł jak bułka z masłem (wegańskim oczywiście;) )

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie miałam tego problemu. Przestałam jeść mięso na początku liceum, dekadę temu. Kilka lat po mnie wegetarianinem został mój ojciec, a mama zawsze lubiła zieleninę i nie rozpacza, że mięso jada od święta. Prawdziwym mięsożercą, jakie się w domu ostał, jest pies. Mój mąż też od początku wiedział, że jak sobie chce zjeść mięso, to musi sobie kupić i zrobić, i nie zostawiać upapranego tym noża na wierzchu. Dalsza część rodziny to inna sprawa, babcia ciągle myśli, że się odchudzam. Nie oznacza to oczywiście, że nie odczułam powiewu prowincji na karku. Znam efekt wybałuszonych oczu i słuchałam dziesiątki razy tych samych głupich pytań. Liczne panie bufetowe proponowały mi też rybkę. Zawsze mnie zadziwiało, że wszystkie te reakcje są takie same. Można by je streścić w trzech zdaniach. To co ty jesz? A ryby jesz? Nie ciągnie cię? Ewentualnie jakieś pytanie o stan zdrowia, bo pewnie mam anemię. Tyle lat, tylu ludzi i zero oryginalności.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem wegetarianką, nie weganką (mleko jest, ale sojowe, ser jest, ale z podpuszczką mikrobiologiczną, a ze względu na to, że nie jest to niestety gwarancja "wege", to najczęściej bez podpuszczki - miły pan robi własnoręcznie; ale są jajka. Za to od kur, które mają wręcz łąkę dla siebie i są trzymane w świetnych warunkach bez szalonej zmiany naświetleń i temperatur - znajoma rodziny, miła pani, która przywozi jajka i nawet zaprosiła do swojego małego gospodarstwa), ale moi rodzice przyjęli to świetnie (mój tata jako fantastyczny kucharz gotuje powalające potrawy wege, a cała rodzina pochłania zupy, które nie są oparte na kościach czy mięsie "Te wegetariańskie zupy są w sumie lepsze..."), dopóki nie rzuciłam ryb (u mnie odchodzenie od mięsa było stopniowe - nie lubiłam mięsa ogólnie, więc było łatwo, najpierw poszedł McDonald i produkty typu żelki, potem cała wołowina, kaczki i reszta, w końcu kurczaczki, potem zupy i sosy, a na końcu ryby). Miałam przez to małe kłopoty i lekarze myśleli, że nadwyżka TSH i niedobór jodu przez rybki się kłaniają, ale jako przyszły lekarz kombinowałam dostałam się do endokrynologa i okazało się, że mam niedoczynność tarczycy po mamie, więc z góry byłam na to skazana.

    Liczę, że kiedyś zmieni się mentalność ludzi, chociaż czasem patrząc na to wszystko aż chce się paść na kolana i wydłubać patykiem mózg, lamentując nad tym okrucieństwem i fałszywymi przekonaniami.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja niestety mieszkam jeszcze z rodzicami i CAŁY CZAS spotykam się z docinkami, jak to mi się poprzewracało w głowie od dobrobytu,jak muszą się ze mnie z tymi moimi fanaberiami naśmiewać znajomi (że niby nie uważają mnie za normalną ale mi tego nie mówią) i tak dalej... Mama kocha mnie na tyle że gotuje dla mnie bezmięsnie ale zawsze spotkam się z uwagą: i ty bedziesz jadła takie coś? Tym się nawet nie najesz. Kiedy zapewniam że naprawdę lubię to co jem słyszę że kłamię, bo co innego mam powiedzieć. Plus cały czas podejmowane są próby wciśnięcia mi mięsa... Na razie jestem tylko wegetarianką bo skoro jest priblem z kupieniem mi garstki warzyw to ci dopiero pilnowanie weganskiej diety. Ale mam nadzieje że w końcu przestanie ranić mnie ich brak akceptacji albo nawet zaakceptują moją dietę w co jednak wątpię.
    pozdrawiam
    Ola

    OdpowiedzUsuń