Kocieuszy | wegański styl życia: Mój weganizm jest lepszy niż Twój!

Mój weganizm jest lepszy niż Twój!

16:30


Basia jest weganką. Nie je mięsa, nabiału, jajek i miodu i używa kosmetyków nietestowanych na zwierzętach. Kasia oprócz tego wybiera też kosmetyki bez składników pochodzenia zwierzęcego, za to donasza jeszcze swoje skórzane buty sprzed weganizmu. Jurek kupuje tylko nieprzetworzone produkty i nie daje zarobić ludziom produkującym też niewegańskie rzeczy. Zosia je sporo wegańskich gotowców i nie pogardzi sojową kawą z sieciówki. Magda inwestuje tylko w używane rzeczy - czy to ubrania, czy elektronikę, czy meble, aby nie napędzać popytu. Ma w swojej szafie także skórzaną kurtkę upolowaną w lumpeksie za grosze. Mateusz ograniczył konsumpcję do minimum - sam uprawia swoje warzywa, a w sklepach i na bazarkach kupuje tylko to, czego sam nie może wyprodukować. Gosia nie kupuje produktów z olejem palmowym i wybiera tylko organiczną żywność, poza tym gardzi wszelkimi korporacjami. Ania na dietę wegańską przeszła z powodów zdrowotnych, chciała też trochę schudnąć i poprawić swoją cerę. Mimo, że nie zwraca specjalnej uwagi na inne aspekty weganizmu, to nie kupuje skór i futer, uważając je za nieetyczne.

Wszyscy są weganami.
Kto z nich najbardziej przyczynia się do poprawy życia zwierząt?


Pewnie najchętniej potępilibyśmy Anię, prawda? Co to za weganizm ze względów zdrowotnych, chyba dieta wegańska! Nawet mimo, że Ania nie nosi skór, to pewnie kupuje kosmetyki testowane na zwierzętach i jedwabne bluzki. Weganizm z próżności, a tfu. Podoba mi się podejście Magdy - dzięki kupowaniu z drugiej ręki w mniejszym stopniu finansuje ona niewegańskie kleje w meblach czy farby w ubraniach. Nie mówiąc już o elektronice made in China. Ale noszenie skórzanej kurtki, nawet z odzysku, dyskwalifikuje ją w oczach wielu wegan. W końcu noszenie na plecach skóry zdartej ze zwierzęcia może wyglądać jak promowanie tego typu odzieży. To samo dotyczy Kasi. Zosia zapewne je niezdrowo i wspiera niewegańskie marki kupując produkty, które "leżały koło mięsa". W dodatku jedząc sojowe kotlety wysyła w świat jasny przekaz: tęsknię za smakiem mięsa. No i kupuje w tych strasznych korpo-kawiarniach.

Prawda jest taka, że każdej z wyżej wymienionych osób można coś zarzucić. Nawet Gosi, Mateuszowi i Jurkowi, którzy do takiego weganizmu, jaki sami praktykują, zainspirują raczej niewiele osób, a może i kogoś do tego zniechęcą.


Jaki z tego wniosek? Że nie ma czegoś takiego jak najlepszy weganizm. Nikt z nas nie jest w swoim weganizmie lepszy od innych. Ba, nie jesteśmy nawet wcale lepsi od wegetarian ani niektórych wszystkożerców! Wszystkożerca ograniczający mięso do kilku razy w miesiącu może namówić do takiego kroku więcej osób niż weganin do weganizmu. W ostatecznym rozrachunku to właśnie taki wszystkożerca będzie miał na swoim koncie więcej "uratowanych" zwierząt (niezjedzonych - przez niego i przekonane osoby). Pomyślcie o tym, drodzy weganie, kiedy następnym razem będziecie się licytować kto z Was jest lepszy i prawdziwszy.


źródło: weheartit.com

A prawidłowa odpowiedź na pytanie brzmi: nikt. Wszyscy i tak depczą robaczki ;)

You Might Also Like

34 komentarze

  1. Bardzo mądrze i super, że do takich wniosków dochodzisz po tak krótkim czasie bycia weganką. Ja, czy moi znajomi dość długo przepychaliśmy się i ocenialiśmy wzajemnie i trochę czasu nam zajęło nim podeszliśmy do sprawy zdroworozsądkowo i tak, aby troszczyć się o zwierzęta, a nie rozdmuchiwać własne ego.

    Fajny blog, będę zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) U mnie na początku też nie było z tym zbyt dobrze, ale na szczęście zrozumiałam już kilka spraw i zaakceptowałam tę różnorodność wśród wegan :D

      Usuń
  2. ja co prawda z weganizmem dopiero zaczynam swoją przygodę, ale w 100% się zgadzam, smutna jest ta nagonka na osoby, które np. ograniczają mięso, albo na stosujących te zasady tylko w diecie, a nie w całym swoim życiu jak np. przy kupowaniu kosmetyków etc. według mnie wszystko się liczy :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Wybory jednostek składają się na ogólne trendy i, miejmy nadzieję, późniejszą poprawę dobrostanu zwierząt :) Powodzenia na weganizmie!

      Usuń
  3. Ja ostatnio bardzo ograniczyłam mięso w swoim życiu, ale zamierzam przejść na wegetarianizm, chociaż uważam, że nic na siłę. Moim zdaniem to trochę naiwne, że ktoś może uważać się za lepszego, bo robi w danej dziedzinie więcej niż inni. Można dawać przykład swoimi czynami i wspominać o tym co się robi, bo to może kogoś zainspirować, ale wywyższanie się z jakichś powodów tyko zniechęca innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak samo jak zmuszanie innych na siłę do przyjęcia naszych wartości. Sama się o tym przekonałam "walcząc" z rodzicami na początku mojego weganizmu. Powinniśmy pozytywnie inspirować, ale nie zniechęcać :)

      Usuń
  4. Fajnie, że promujesz zdroworozsądkowe podejście. Ja to w pełni rozumiem,mam męża wszystkożercę i pewnie przez wielu wegan zostałabym wyklęta. Gorzej, mamy nawet wspólną lodówkę i moje mleko sojowe stoi obok jego 3,2 % krowiego. W domu przemycam co się da, wegańskie kosmetyki i chemia już na dobre zagościły w naszych szafkach. Cieszę się jeśli moja druga połowa zje coś wegańskiego, jeśli nie - trudno, nie mam prawa go do niczego zmuszać. Czy czuję się przez to gorsza- nie, bo niby czemu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z lodówką mam tak samo kiedy odwiedzam rodziców :D Nie rozumiem jakim cudem niewegańska rodzina miałaby deprecjonować nasz weganizm, przecież często nie mamy wpływu na wybory naszych bliskich.

      Usuń
  5. Świetny artykuł :)
    Sama uważam za większy sukces to że mój chłopak ograniczył mięso do minimum, czy rodzice coraz częściej dają się namówić na coś "etycznego" do jedzenia niż swój weganizm. Dlatego dalej uparcie będę wszystkim słać na święta pasztety z soczewicy i piec dla rodziny ciasto bez jajek ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo denerwuje mnie nagonka wegan na wege , dosyć częsta :/ każdy krok w kierunku zmniejszenia cierpienia (jakiegolokwiek, nie tylko zwierząt) jest na plus a takie szydzenie nie pomaga...oczywiście, wiem, że nie każdy weganin patrzy z góry na wegetarianina, etc :) I nadal twierdzę, że weganizm to najlepsza możliwa opcja, ale wbrew pozorom nie dla każdego jest to takie ekhm łatwe :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobre i mądre podejście! Nie znoszę jak ktoś coś komuś narzuca, krytykuje postępowanie moje. Ja żyje wg swoich zasad i uważam, że każdy powinien żyć w zgodzie ze sobą. Mój mąż je mięso, cała rodzina to mięsożercy, bracia myśliwi,,,,i co? kocham ich-oni kochają mnie. Nikt nikogo nie potępia!

    OdpowiedzUsuń
  8. krótki wpis, ale mega dobry! W sumie sama mam z tym jeszcze mały problem...zauważyłam nawet, że część osób jakby na złość mi je więcej mięsa (albo to moje takie subiektywne wrażenie), chociaż parę osób przekonałam do zmniejszenia ilości ba! jedna nawet zrezygnowała- mój mały wielki sukces :D ale poprawię się -obiecuje. Ale i tak najlepsze był koniec! :))

    OdpowiedzUsuń
  9. bardzo trafnie napisane. Sama mam w życiu okresy kiedy nie jem mięsa, ale zdarza mi się zjeść mięso - wszystko w granicach rozsądku. Teraz jemy zdecydowanie za dużo mięsa, ale ogólnie jestem przeciwniczką wszelkich skrajności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale czemu weganizm ma być skrajnością? To normalność, żywienie się powietrzem i słońcem to skrajność! :D

      Usuń
  10. Cześć! Ciekawi mnie pewien aspekt, co z kobietami które po porodzie tracą pokarm i nie mogą karmić piersią? Jak wtedy można karmić dziecko? Będę wdzięczna za szybką odpowiedź. Pozdrawiam Agnieszka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Osobiście pochodzę z niewegańskiej rodziny, więc ja byłam karmiona mlekiem krowim. Natomiast kolega również pochodzący z niewegańskiej rodziny i nie będący aktualnie, ani nigdy wege był karmiony tylko i wyłącznie mlekiem sojowym.

      Usuń
    2. ekhm, warto dodać że mieszanką bezmleczną, specjalną, a nie mlekiem z kartonu ;) nie dla wszystkich to oczywiste i potem raz na jakiś czas światem wstrząsa wiesc że weganie zabijają swoje dzieci nie dając im mleka ;)

      Usuń
  11. Dobry wpis!
    a co do robaczków... depczą, jak depczą (można starać się wymijać)... ale raczej wszyscy zjadamy pająki podczas snu :P
    i tak, nie ma weganizmu idealnego, jak i żadnej innej wersji bycia człowiekiem - ideały są po to by do nich dążyć, nie istnieją jednak realnie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Świat byłby milszy gdyby ludzie nie porównywali się z innymi. To prawda, że nie ma lepszych wegan, nie ma ideałów.

    OdpowiedzUsuń
  13. Trafiłam przypadkiem, przez linka znajomej i zostałam chwilę dłużej.
    Bardzo rozważny wpis i potrzebny.
    Ja jestem "Anią", moje ograniczenia zaczęły się od spotkania z nowotworem. Dalsze kroki były już naturalne, wynikające z poprzednich. Bez ideologii w tle, tylko z własnym sumieniem. Nim, w przeciwieństwie do ideologii, trudno epatować. Idąc do kogoś / z kimś coś zjeść, na zakupy etc. po prostu odpowiadam gdy pyta "dlaczego to nie... dlaczego tak..."
    Trafiając na obiad do 80 letniej ciotki grzecznie zjadałam przeznaczony dla mnie kotlet, pomimo tego, że mogłam przypłacić go bólem, to od jakiegoś czasu u ciotek, moich rodziców, sporej ilości moich przyjaciół gdy przychodzę na obiad to jakiś taki dziwnie roślinny :D Slyszę potem, że poszukali przepisów, żeby mi nie zaszkodzić, poznajdowali różne, chcieli wypróbować i się okazało, że to dobre i jakoś im z tym lepiej i przyjemniej. Albo jedli u mnie, zaczęli powtarzać w domu, kombinować.
    Po ponad 2 latach mam wokół siebie co najmniej 30 osób w mniejszym lub większym stopniu "pozarażanych", a nie mogę się przypisać 100% do żadnej grupy. Najbliżej mi do minimalizmu i to moim zdaniem najłatwiejsza "edukacyjnie" wersja.
    Dalszych dobrych przemyśleń Ci życzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ten komentarz. Mam nadzieję, że już wszystko dobrze i życzę Ci dużo zdrowia :) Ściskam ciepło <3

      Usuń
  14. dobrze, że są na świecie rozsądni ludzie :) nic bardziej nie zniechęca do weganizmu niż fundamentaliści, ci najbardziej idealni bez żadnych słabości, od których możesz usłyszeć, że co z tego że nie jesz mięsa, nie nosisz i nie smarujesz się niczym zwierzęcym, starasz się wykluczać i zastępować, skoro raz na jakiś czas zjesz ser, więc równie dobrze możesz nic nie robić, i tak jestes wstrętnym oprawca zwierząt; oczywiście nie mam nic przeciwko, jesli ktoś kwestionuje moje wybory, bo to zawsze skłania do myślenia, zmian, ale wydaje mi się, żeby podejście wszystko albo nic było pomocne w kwestiach prozwierzęcych.

    OdpowiedzUsuń
  15. co myślicie o życiu w roślinach? jestem weganem studiuję biologię, i wiem że roślinki też sobie żyją, sobie czują a nawet się ruszają, odczuwają przyjemność ze światła, odczuwają dźwięki, szukają podpory żeby wzbijać się wyżej w wyścigu po światło, działają na różne sposoby. frutanizm poszedł w tą stonę że nie je warzyw (spichrz typu korzeń), tylko owoc - nadziemne części, przekształcone z kwiatów nie niezbędne roślinom do życia, + urywanie pojedyńczych listków sałaty, bazyli itd która i tak lubi być czasem scinana, taka ich biologia. idąc dalej, w nasionkach jest życie ale uśpione, za to jedzenie kiełków to już aborcja. jeszcze są bakterie, które też żyją, reagują na bardzo różne bodźce zewnętrzne :D, sam już niewiem jak to jest z tym zabijaniem, narazie pozostaję weganem, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdefiniuj "odczuwają przyjemność". Co to właściwie znaczy? Ogólnie problem z oceną, czy jakiś organizm "odczuwa przyjemność" (albo, rzecz jasna, ból) jest taki, że w zasadzie bezpośrednio ból jest poznawalny tylko subiektywnie - możemy naturalnie empatyzować z innymi organizmami, zakładając, że to, co boli nas, boli też te organizmy. W tej sposób jest dla nas jasne, że inne ssaki, zapewne też inne kręgowce, odczuwają ból i strach podobnie jak my, ponieważ posiadają w mózgu struktury homologiczne do naszych struktur odpowiedzialnych za te funkcje. Im bardziej się oddalamy od podobnych nam form, tym mniej możemy powiedzieć o tym, co i jak mogą one odczuwać. Owady czy głowonogi mają skomplikowany układ nerwowy i złożony behawior, jest więc dość rozsądnie zakładać, że mogą one posiadać jakieś interoceptywne (emocjonalne?) wrażenia bólowe, analogiczne, choć już nie homologiczne przecież raczej do naszych. Ale jeśli pójdziemy dalej, zaczynamy pytać o rzeczy absurdalne: czy strobilizujący jamochłon odczuwa ból? Czy tasiemca boli odrywanie segmentów? Intuicyjnie ofc nie, ale wszystko zależy od definicji... Z roślinami jest natomiast tak, że masz (oprócz reakcji na stresory opartych o fitohormony etc) cały zakres szybszego przekaźnictwa opartego o kanały jonowe i maszynerię komórkową homologiczną (!) do systemów znajdujących się w synapsach: kompleks SNAP chociażby. Rośliny zdecydowanie "wiedzą" (przetwarzają informację) o oderwaniu elementów takich jak liście czy owocki. I jest to bodziec stresowy (w sensie ofc plastyczności/reakcji, nie emocjonalnym). Jeśli odejdziemy jeszcze dalej w kierunku ostatniego wspólnego przodka i rozszerzymy definicję bólu/stresu na każdą aktywność biologiczną związaną z przekazywaniem informacji o uszkodzeniu lub śmierci organizmu, to ofc znajdziemy te funkcje u drożdży (mTOR chociażby, kluczowy molekularny hub odpowiedzialny za decyzje typu "rosnąć dalej, czy zdychać"), znajdziemy je i u bakterii i to nie tylko na poziomie pojedynczej komórki - mechanizmy zw. z quorum sensing pozwalają raczej bakteriom "wiedzieć" że ktoś właśnie tępi im kolonię. To wszystko są jednak imho strasznie jałowe rozważania, empatyzowanie z czymkolwiek poza Eumetazoa to są niepoważne fanaberie, zwłaszcza w sytuacji, kiedy całkiem zbliżone do ludzi organizmy nadal są masowo hodowane i jedzone.

      Usuń
    2. Per analogiam można przyjąć, że u zwierząt te same hormony i neuroprzekaźniki odpowiadają mniej więcej za to samo co u nas. Skoro adenozyna, progesteron, kortyzol czy dopamina, i kilkadziesiąt innych substancji robią u nich to samo co u nas, to bezpiecznie można przyjąć, że prostaglandyny, serotonina czy endorfiny też działają tak samo jak u nas. U zwierząt działają te same leki przeciwbólowe co u nas, tylko niektórych się nie podaje bo jest inny metabolizm, bardziej szkodzą nerkom czy wątrobie. Ale działają tak samo. W dodatku jest centralny układ nerwowy, który porządkuje bodźce dokładnie w ten sam sposób co u nas: zwierzęta podsuwają się by je głaskać, drapią się, gdy je swędzi, podchodzą gdy widzą jedzenie, uciekają gdy interpretują coś jako zagrażające. Twierdzenie, że z bólem jest jakoś inaczej, to ślepy upór, nie nauka. Twierdzenie, że to "odruchy a nie czucie" jest cholernie niebezpieczne, bo z tego samego powodu przyjmowano że niemowlęta nie czują, że ich reakcje to tylko odruchy. Wykonywano nawet drobne zabiegi chirurgiczne bez znieczulenia, chociaż dla dorosłych i starszych dzieci znieczulenia już były, bo "przecież to tylko odruchy" - bo nie powie, że cierpi, najwyżej będzie krzyczeć. Jeśli kury nie czują bólu, to koty i noworodki również. Obcinanie kurom dziobów jest równie okrutne, co obrzezywanie (odcinanie napletka) u noworodka bez żadnego znieczulenia. Nie ma naukowych podstaw by twierdzić, że dla zwierząt ból jest czymś innym niż dla nas.
      Co do roślin natomiast, są zbyt odmienne, by zgadywać, co mogą czuć, ale jest mało prawdopodobne by czuły cokolwiek, nie mając żadnego "centrum" które by porządkowało bodźce.
      Przy obecnym poziomie wiedzy zakładanie że rośliny potrzebują ochrony przed cierpieniem w równym lub większym stopniu niż zwierzęta to trolling lub niezdolność interpretacji faktów.

      Usuń
  16. Na linka trafiłam przypadkiem i... podoba mi się, poczytam więcej. :) Ja osobiście jestem tą "złą wegetarianką", bo karmię kota mięsem, nie odmawiam mężowi wędliny lub steka, gdy dusza zapragnie, a sama czasem zjem sernik z sera i do kawy doleję mleka koziego.
    Dziękuję Ci za mądre przemyślenia, choć nieco krótkie, nieco zbyt lakoniczne. Chciałoby się poczytać więcej, bo i temat dobry i lekkość pióra masz sporą.
    Nic to, zostanę, porozglądam się, poczekam. Powodzenia życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ehh przegladajac internet natrafiłam na strone w której podaja modele zwierzece do badan , są tam m.in. koty i specjalnie wyhodowana rasa psów: http://biotechnologia.pl/biotechnologia/artykuly/modele-zwierzece-wykorzystywane-w-badaniach,13026

    :/ ludzkie okrucienstwo nie zna granic, faktycznie lepiej jakby czlowiek sie nigdy nie urodził.

    OdpowiedzUsuń
  18. A ja uwazam ze to wszystko nie sa prawdziwi weganie, tylko pseudo weganie.
    Prawdziwi weganie to tacy dla kturych weganizm jest religia, oraz tacy co bezwzglednie do tej religi podczodza.
    Ktos kto nieje miesa dla diety lub mody nie jest weganinem, bo weganizm to religia, droga prawda i zycie, a nie udawanie czegos czy jakisstyl zycia.
    Prawdziwi weganie tez majaprawo uwazac prawdziwych wegan za lepszych ludzi od wszystkich innych... I ja tak uwazam :)
    A najchetniej to wybil bym wszystkich nie-weganow z powierzchni ziemi...
    Dobro-oswobodzenie niewinnych zwierzat jest dla mnie najwazniejsze, wazniejsze od zycia ich oprawcow i pseudowegetarian popierajacych tych oprawcow.
    Dla mnie zycie zwierzat jest wazniejsze, bo one nic nikomu nie zrobily a sa usmiercane.
    Nie jestescie weganami. Swiat wygladal by lepiej gdyby zostali na nim tylko prawdziwi weganie, dlatego uwazam wegan za lepszych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że to ironia. Ale jeśli nie, to szkoda, że zapominasz, że ludzie to także zwierzęta. Czyżby to był szowinizm gatunkowy?

      Usuń
  19. Od ponad dwoch lat jestem konsekwentna weganka.Czy czuje sie lepsza od wegetarian, czy tez miesozercow? Na pewno staram sie byc coraz lepszym czlowiekiem i chyba o to chodzi w czlowieczenstwie. Od kiedy jestem weganka juz nie pytam dlaczego doswiadczamy cierpienia, gdyz znam juz odpowiedz. Skoro dla wygody i pseuddosmaku zycia zadajemy cierpienie, powinnismy byc gotowi na doswiadczanie go. Religia weganizm daje mi odpowiedzi na wiele trudnych pytan. Mam wrazenie, ze w koncu jestem na wlasciwej drodze i szczerze ja polecam.

    OdpowiedzUsuń
  20. może taki offtopic, ale na przykład moja koleżanka, weganka, na wycieczce prosiła o bułki bez masła i tylko z warzywami (standardowa bułka to była wędlina, pomidor, ogórek, sałata, no i masło). i pierwszego dnia dostała bułkę bez wędliny, ale z masłem. stwierdziła, że i tak nic nie może z tym zrobić, a nie chce głodować, poza tym nie miała nic innego bardziej sensownego do jedzenia, a byliśmy już w drodze, więc po prostu to zjadła. czy to czyni ją weganką w mniejszym stopniu, czy w ogóle nie ma prawa ona nazywać się już weganką? ani trochę. przecież nie zrobiła tego specjalnie, a wyszłoby dokładnie na to samo, jakby to wyrzuciła, z tym że byłaby po prostu głodna. czasem trzeba jednak zaczerpnąć po rozum do głowy i wybrać jak najkorzystniejsze wyjście. ot, taka mała historyjka a propo tru wegan :)

    OdpowiedzUsuń
  21. A ja nawet muchy staram się wygonić z mieszkania, żeby nie zabić. Glizdkę wyrzucę na dwór z owocu żeby nie zabić. Ślimaka przeniosę poza działkę, żeby nie zabić. itd. Korona z głowy mi nie spadnie, jeśli mam możliwość to dlaczego mam nie zabić choćby robaka idącego po dróżce? Choć pewnie i tak niechcący jakiegoś się ubije..
    Ale fakt, że jako wegetarianka od 10 lat - teraz chcę przejść na weganizm - kupuję karmę z mięsem i wnętrznościami innych zwierząt dla kotków. I pewnie wielu wegan, którzy kochają zwierzęta i maja koty też musi je karmić. Więc naet zagorzały weganin i filozoficznie i religijnie, który nie je mięsa, kupuje tylko produkty nietestowane na zwierzetach itd. i w dodatku działający na rzecz ochrony zwierząt, bo kocha je nad życie, będzie też sie przyczyniał do śmierci innych, żeby zapewnić byt swoim... tak ten świat jest skonstruowany, blędne koło.. niestety. :(

    OdpowiedzUsuń