Kocieuszy | wegański styl życia: Jak przejść na weganizm i nie zwariować?

Jak przejść na weganizm i nie zwariować?

20:22

Czyli kilka rad dla początkujących od ciągle początkującej weganki (bo rok to dla mnie raczej nie jest dużo). Mam nadzieję, że pomogą Wam trochę w przejściu na wegańską stronę mocy.



Eliminuj produkty odzwierzęce stopniowo

Nie musisz rzucać się od razu na głęboką wodę. Jeśli jeszcze jesz mięso i kusi Cię weganizm, ale nie jesteś przekonana/y, że sobie poradzisz, zacznij od ograniczenia spożycia mięsa wprowadzając do swojego codziennego menu sporo opcji wegetariańskich i wegańskich. Zastępuj produkty odzwierzęce tymi roślinnymi (np. jajka w naleśnikach czy ciastach, mleko krowie sojowym), wprowadź do diety mnóstwo warzyw, a na całkowity weganizm zdecyduj się wtedy, kiedy będziesz już pewna/en, że co by się nie działo, na weganizmie sobie poradzisz. Dzięki stopniowemu eliminowaniu z jadłospisu niewegańskich produktów oszczędzisz też sobie wielu nerwów i stresu związanego z odzwyczajaniem się od mięsnego i nabiałowego pożywienia, a przy tym nie zniechęcisz się już na początku do diety roślinnej.


Korzystaj z wegańskich zamienników

Wegańskie gotowce nie powinny stanowić podstawy naszego żywienia, sama sięgam po nie raczej rzadko, ale wiem, że mogą one bardzo ułatwić początki na diecie wegańskiej. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że ciężko jest się przestawić z diety obfitującej w mięso i sery na jedzenie ryżu z warzywami. Dlatego nie bój się weganizować znanych sobie potraw i nie przejmuj się, jeśli "życzliwi" zaczną Ci wypominać, że tęsknisz za smakiem mięsa czy nabiału. To nic złego, ja też czasem tęsknię. A zwłaszcza na początku wegańskiej drogi, różnego rodzaju roślinne "mięsa" czy "sery" mogą przesądzić o tym, czy będziemy tę dietę kontynuować. Za jakiś czas, kiedy już uwolnisz się od uzależnienia od nabiału, sam(a) stwierdzisz, że nie potrzebujesz zamienników w swoim codziennym jadłospisie, a na razie korzystaj z wegańskich serów, nuggetsów, czy nawet roślinnych krewetek i tuńczyka!


Nie zrażaj się porażkami

Na początku możesz popełniać błędy, to normalne. Najważniejsze, abyś nie rezygnował(a) z weganizmu tylko dlatego, że raz omyłkowo kupisz jakieś musli z serwatką albo cukierki z szelakiem. Zapamiętaj nazwy niewegańskich składników i ucz się na błędach. Jeśli w sklepie się pomylisz, nie wyrzucaj sobie tego i nie rozpamiętuj, czasu już nie cofniesz, a zwierzęciu, które ucierpiało dla tego produktu i tak jest już wszystko jedno. Z tego powodu nie jestem też zwolenniczką wyrzucania niewegańskich produktów kupionych nieświadomie, mi też się to zdarzało i wtedy albo je zużywałam (głównie kosmetyki), albo komuś oddawałam. W ostateczności możesz je też zostawić w jakimś widocznym miejscu na dworze - może znajdzie je ktoś potrzebujący.
 


Edukuj się w temacie weganizmu

Po pierwsze - aby sobie nie zaszkodzić, po drugie - żeby być w stanie odpierać ataki osób podchodzących sceptycznie do wegańskiej diety. Możesz czytać książki czy artykuły o weganizmie albo oglądać filmy na youtube - forma nie jest ważna, najważniejsza jest treść, no i...


Wybieraj sprawdzone źródła, z których będziesz czerpać wiedzę

To bardzo ważne, aby nie zainspirować się podejrzanymi treściami i nie zrezygnować z suplementacji witaminy B12, chociażby. Korzystaj ze stron znanych i wiarygodnych stowarzyszeń i fundacji pro-wegańskich i nie neguj wszystkiego, co mówią lekarze, a już zwłaszcza wtedy, gdy masz jakieś problemy ze zdrowiem.
 


Nie ufaj wszystkiemu, co pisze się w wegańskich grupach na facebooku

Gdybym brała do siebie wszystko, co ludzie (albo wege-trolle, bo wolę wierzyć że niektórych z tych mądrości nikt nie pisze na poważnie) piszą na grupach i forach tematycznych, to pewnie żywiłabym się już praną. Warzywa nawożone zwierzęcymi odchodami, bielenie cukru kośćmi, kleje w meblach, niewegańskie wegańskie produkty, czujące grzyby, kłótnie o to czyj weganizm jest lepszy i nie wiem co jeszcze, bo z wegańskiej grupy hejtu już się wypisałam. Do tego typu informacji podchodź z dużym dystansem i przy swoich wyborach najlepiej kieruj się własnym sumieniem.
 


Suplementuj B12

Może nie od razu w pierwszych tygodniach weganizmu, ale warto o tym pomyśleć, zwłaszcza, jeśli wcześniej byłaś/eś na diecie wegetariańskiej. Poza tym teraz już chyba powszechnie uważa się, że nawet wegetarianie powinni suplementować tę witaminę.
 


Nie katuj się zdjęciami dręczonych zwierząt

To ważne, żeby mieć motywację do nie jedzenia produktów odzwierzęcych, ale częste oglądanie maltretowanych zwierząt może sprawić, że staniemy się zgorzkniali i znienawidzimy całą ludzkość. Wolałabym jednak, żeby społeczeństwo kojarzyło nas-wegan jako ludzi pozytywnych, których warto naśladować. Utwierdzać się w przekonaniu, że podjęliśmy dobrą decyzję możemy też w inny sposób (zamiast subskrybować strony epatujące okrucieństwem lepiej zainteresować się tymi bardziej pozytywnymi (ja bardzo lubię np. vegan sidekick i żrę trawę) Mi w wytrwaniu w weganizmie o wiele bardziej pomaga zainteresowanie etologią. Kiedy zdamy sobie sprawę z tego, że nawet ośmiornice są inteligentnymi bytami, to naprawdę stracimy ochotę na jedzenie i wykorzystywanie zwierząt.
 


Nie przejmuj się przesadnie białkiem!

Jego niedobory są praktycznie niemożliwe. Białko znajduje się wszędzie, nawet w bananach i nie musisz wcale pochłaniać niewyobrażalnych ilości warzyw strączkowych. Staram się być na diecie wysokowęglowodanowej niskobiałkowej i niskotłuszczowej i kiedy wpisuję swoje posiłki do cronometra, to zapełnione w stu procentach mam wszystkie możliwe rodzaje aminokwasów. Bardziej niż białkiem powinniśmy się martwić...
 


...wapniem

Nie szczędź sobie brokułów, brukselki, maku czy suszonych fig. Kupując mleko roślinne wybieraj to fortyfikowane w wapń.


Nie bój się węglowodanów

Węglowodany to paliwo dla naszego mózgu. Jestem ogromną zwolenniczką diet wysokowęglowodanowych, obfitujących oczywiście w te zdrowe węgle typu ryż, ziemniaki i kasze. Łącz je ze sporą ilością zielonych warzyw, a  nie dość, że zachowasz zdrowie, to jeszcze będziesz się cieszyć dobrym samopoczuciem. Ja ostatnio bardziej przychylnie patrzę też na zdrowe tłuszcze (nie oleje) - zauważyłam, że moja cera i włosy bardzo lubią siemię lniane i wszelkiego rodzaje pestki, choć też nie chcę z nimi przesadzać. W kwestii zalet diet wysokowęglowodanowych nie będę się rozpisywać, bo mamy już w polskich internetach parę osób, które się tym zajmują (np: KLIK KLIK KLIK)


Zainwestuj w blender (i młynek do kawy!)

Blender to podstawa, nie powstanie bez niego żaden smufi, pasta ani hummus. Sama ciągle jestem w posiadaniu bardzo niereformowalnego blendera, nad czym ubolewam, a dodatkowo każdego dnia boję się, że to właśnie dzisiaj rozleci się on na kawałki. A młynek? Jest dla mnie niezbędny do mielenia siemienia lnianego albo maku, które dodaję do koktajli. Gdybym mogła, zainwestowałabym także w maszynkę do mielenia (mięsa ;)) - paradoksalnie może to być bardzo użyteczny przedmiot w wegańskiej kuchni. Za jego pomocą będąc u rodziców przygotowałam sobie na święta pasztet z soczewicy i roślinny twarożek.
 


Jedz!

I odkrywaj nowe, nieznane wcześniej smaki, produkty, zioła i przyprawy. 

You Might Also Like

32 komentarze

  1. uwielbiam Cię! <3
    A właśnie przed chwilą czytalam newsa o Jamie'm Olivierze, który postanowił 3 dni w tygodniu jeść wegetariańsko. Od razu spadła na niego fala hejtów, że hipokryta, że nie można być 'trochę' wegetarianinem, że w pozostałe dni zarzyna kurczaki... Zamiast cieszyć się, że postanowił zmniejszyć spożycie mięsa i co za tym idzie, zachęcić do tego samego rzeszę ludzi, tró wegetarianie wolą wylewać na niego pomyje. Dlatego tak bardzo lubię Twojego bloga, jest taki pozytywny i przystępny.
    Sama jestem na etapie przechodzenia na dietę wegańską, choć najtrudniej zrezygnować mi ze słodyczy, zdarza się zjeść żółty ser czy jakiegoś gotowca z serwatką/jajkami, to zwracam coraz częściej uwagę na to, co jem. Pomału też wymieniam kosmetyki i szukam wegańskich firm (w czym również pomaga mi Twój blog). Pozostają jeszcze ubrania i środki czystości, ale i na to przyjdzie pora ;)
    Wiedz tylko, że robisz świetną robotę i nie poddawaj się, nie trać wiary w ludzi! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! <3
      Naprawdę nie rozumiem tych hejtów, ja ostatnio cieszę się z tego, że moja mama stara się jeść na śniadanie stuprocentowo wegańskie owsianki zamiast, jak dotychczas, kanapek z serem albo wędliną. Według mnie to spore osiągnięcie dla osoby, która zawsze jadła mięso i nabiał w każdym posiłku.
      Przechodziłam na weganizm w taki sam sposób jak Ty :) Jeśli chodzi o słodycze, próbowałaś słynnej czekolady z masłem orzechowym? Od kiedy wróciła do sklepów jem jej stanowczo za dużo, wydaje mi się nawet, że jako wegetarianka jadłam mniej słodyczy :D Muszę się wziąć za siebie :)
      Bardzo, bardzo dziękuję za taki miły komentarz! Cieszę się, że mój blog może być użyteczny. Powodzenia w dalszym weganizowaniu diety i całego życia :)

      Usuń
    2. Hejt wynika przecież z tego, że "tró vege hejterom" nie chodzi o zwierzęta, środowisko, czy inny rozsądny etycznie cel, ale o to by czuć się lepszymi od wszystkich "nietró". Przejście calutkiej ludzkości na weganizm w ciągu naszego życia jest zupełnie nierealistyczne, a wybierając cel osiągalny dla zaledwie kilku procent ogółu, ma się zapewnione poczucie wyższości forever. Nasze realistyczne podejście że w sumie może nie chodzi aż tak o to, żeby mieć jak najczystsze ręce w sprawie zwierząt, a bardziej o to, by wywierać jak najskuteczniejszy nacisk konsumencki, by spadała produkcja mięsa, i wzrastała produkcja herbatników bez dodanej serwatki, nasze podejście daje zbyt realne szanse na powodzenie. Działa powoli, opornie, ale zmiany następują, a to boli tych, którzy chcą rozdymać własne ego.
      Dla przykładu koło mnie jest ekosklep, trochę z tych pobrzękujących okultystyczną biżuterią, jeśli wiesz o co chodzi. Nie lubię go, ale jest blisko. Przez wiele, wiele lat był wegetariański, teraz wstawili lodówkę z mięchem, ale też zaczęli sprzedawać mn. Violife i nibyjogurty. I wreszcie mają w stałej ofercie nibymleczną ryżową czekoladę. Kupuję tam częściej, niż przed tymi zmianami. Czy to jest niewegańskie? Przecież nie bardziej niż zakupy w Biedronce. Tamta lodówka razi mnie trochę, ale to kwestia moich uczuć, a nie etyki, bo chodzi o nacisk na producentów, a nie na sprzedawców, to przecież nie działa tak, że mięso się produkuje bo ktoś je chce sprzedawać - tylko dlatego, że ktoś je chce kupować. W kontekście ekonomicznym, 10 osób które będą robić tak jak Jamie to znaczniejsze zmniejszenie popytu na mięso, niż jedna osoba będąca stuprocentowo wege. Może podobnie jak z abolicjonizmem i welfaryzmem, powinniśmy się podzielić na "weganizm antykonsumpcyjny" i "weganizm konsumpcyjny"? Grupa pierwsza niech sobie robi wszystko z fasoli i niech się przejmuje lecytyną i hipotetycznym bieleniem cukru kośćmi - grupa druga w granicach rozsądku generuje popyt na rzeczy warte wspierania, a nie usiłuje ekonomicznie nie istnieć.

      Usuń
    3. Btw. czy to prawda, że istnieją wegańskie opcje wśród butów Dr. Martens? Słyszałam, że tak, i jeśli tak, to zamierzam wesprzeć mą forsą złą firmę, która robi też buty skórzane. Jak tylko donoszę stare. Którym wróżę jeszcze jakiś rok życia, może nawet półtora roku? Zbyt ekologiczna jestem żeby być tró wege, żeby być tró musiałabym te buty spalić, czy coś.
      Co do odstawiania poszczególnych produktów, to ja niestety kilka razy odstawiałam nabiał a potem do niego wracałam. Jajka spoko, ale produkty mleczne... jest violife, więc póki co się trzymam, pomijam grzecznościowe eventy typu "stary, schorowany dziadek robi obiadek rodzinny, już by całkiem nie wiedział czym mnie karmić gdybym mu powiedziała że twaróg też nie, on ma problem z załapaniem że ryba i kiełbasa to mięso". Ale z doświadczenia osoby, która ileś razy próbowała, mam wrażenie, że nabiał stopniowo jest strasznie trudno, a jak się wytrzyma bez 3-4 tygodnie, to potem nie bardzo smakuje. Nie mówię o ukrytym nabiale w słodyczach, który nie sposób zauważyć bez czytania składu, ale po pewnym czasie odstawki w mleku/jogurtach/serach czuje się zapach krowy i obory. Nie jest to tak mocne jak przy rzeczach kozich, ale dla mnie wyczuwalne, a ja mam raczej słaby węch. Ja się nie boję kazeiny, tak samo jak nie boję się glutenu, nie wierzę w nieudowodnioną naukowo szkodliwość tych rzeczy i w to że niby wywołują wszystkie choroby tego świata. Chciałabym, żeby wprowadzono nabiał ze sztuczną kazeiną, produkowaną przez genetycznie zmodyfikowane drożdże (brzmi strasznie, ale kwas cytrynowy na skalę przemysłową od dawna się tak produkuje, poza tym GMO też się nie boję). Tylko właśnie jest jeszcze znaczny udział ekooszołomów wśród wege, tych bojących się glutenu, kazeiny, GMO, i wszystkiego innego i czym naczytali się teorii spiskowych. Zła jestem na takie tendencje, bo to właśnie te ich głupie strachy odcinają nam dostęp do vege sera który miałby prawidłową konsystencję, byłby wolny od laktozy, i nie byłoby w nim zapachu obory. Złoszczą mnie też hejty typu "niewegańskie bo niezdrowe". Kurde, niech sobie ekośmeko będą osobno, a vege osobno.

      Usuń
    4. Ja właśnie z powodów typu "niech mój nacisk konsumencki ma sens" dość serdecznie olewam "wegańskość" margaryn. Znaczy, powiedzmy że nie ma składników mlecznych. Powiedzmy, że żeby etycznie było ok, olej palmowy jest certyfikowany. A i tak polskie margaryny nie są wegańskie, bo jest w nich witamina D3, której niezwierzęce źródła są zbyt drogie w tym momencie. Ale dlaczego jest ta witamina w margarynie? Bo jest obowiązek fortyfikowania margaryn tak, by ich zawartość była podobna do zawartości w maśle. To jest narzucane państwowo. Stąd bojkotowanie producenta, że używa witaminy pozyskanej z lanoliny czy świńskich skór jest bez sensu. Tak jak był obowiązek jodowania soli (chyba już nie ma), tak jak w niektórych krajach jest obowiązek wzbogacania mąki w kwas foliowy, tak u nas jest obowiązek wzbogacania margaryn. W mleka roślinne państwo nie ingeruje, więc fortyfikacja zależy od fantazji producenta, nikt nie narzuca, że musi być dodany wapń, i że jego zawartość ma być zrównana z zawartością wapnia w mleku. W kwestii tej D3 w margarynach nacisk na producenta wydaje mi się zupełnie bezsensowny. Oczywiście szanuję że ktoś używa tylko Aslana, ale moim zdaniem to nie ma większego sensu, bo nie pokazuje polskim producentom sensowniejszej drogi. Zmienienie przepisów by zwolnić z obowiązku fortyfikowania margaryn (sami się dosuplementujemy w razie co) lub by zezwolić na fortyfikację D2, robiłoby jakąś realną różnicę. Sama w ogóle nie używam margaryn, ale i tak boli mnie bezsensowny wysiłek, jaki wkładają osoby którym takie produkty są potrzebne do szczęścia, by znaleźć taką bez D3. Boli mnie bezsensowność tego, fakt, że to nie ma najmniejszej szansy zmienić nic w tym, co jest oferowane. Państwo narzuca użycie składnika, który w wersji niezwierzęcej jest sukinsyńsko drogi. Nie lubię tego, bardzo, bardzo tego nie lubię.

      Usuń
    5. Z Martensami to podobno prawda. Sama zastanawiałam się ostatnio czy kiedy rozpadnie się moja ulubiona torebka, następną kupić od stuprocentowo wegańskiej marki czy może wesprzeć niewegańskiego Guessa, który produkuje też torebki i buty z "ekoskóry" ;)

      Weganizm antykonsumpcyjny już gdzieś widziałam, kiedyś ktoś głośno sprzeciwiał się wprowadzeniu wegańskich hotdogów na Orlenie, bo to przecież straszne korpo. W porządku, nikt nikogo nie zmusza do robienia zakupów na stacjach benzynowych czy we wcale nie bardziej etycznych Biedronkach, ale dlaczego zabraniać tego innym weganom, nigdy nie zrozumiem. Szkoda, że niektórzy tru-weganie nie zastanowią się nad tym, że gdybyśmy produkowali mniej mięsa, to może i takie odpadki jak żelatyna, tłuszcz zwierzęcy czy kolagen w kosmetykach częściej zastępowanoby wegańskimi odpowiednikami.

      Usuń
    6. Dr. Martens faktycznie robi teraz linię weganskich butów, i są one świetnej jakości i bardzo wygodne (kupiłam aby zastąpić zanoszoną na śmierć parę zwykłych). Jedyne zastrzeżenie to takie, że po zdrapaniu powłoki wierzchniej (takiego niby lakieru, np. przez wrednego kota) nie da się już nic zrobić - zostają odrapane, pastowanie nic nie da. Poza tym zdecydowanie polecam!

      Usuń
    7. Martta, to o czym mówisz (przeciwwstawianie się dostepności rzeczy które się mogą przydać innym) to przecież w czystej postaci "weganie którzy nienawidzą wegan". Ale ok, są antykonsumpcyjni, to my sobie bądźmy konsumpcyjni. A wege hotdog na stacji benzynowej? Jadłabym! Dlaczego właściwie tamta akcja przycichła?

      Usuń
    8. Nie wiem, chyba Orlen nie wykazał żadnego zainteresowania wegańskimi hotdogami :>

      Usuń
    9. Buuu... Ktoś to w końcu zrobi, i zdecydowanie za naszego życia, ale boli negowanie przez producentów że tacy konsumenci są.

      Usuń
  2. a wlasnie lekarze... ja mam rozne doswiadcznia. od podziwu i pochwaly do negatywow i krecenia nosem. jak sobie z tym radzisz? Mit bialka, kwasy omega 3.... przeciez to "tylko" w miesie i najzdrowszych pod sloncem rybach nie wspominajac o dobroczynnosci jaj. Jak zyc... nie chce tu negowac wiedzy lekarzy ale kiedy naprawde maja racje w takich sytuacjach? Tak na marginesie mowiac wyniki krwi mama jak ta lala. podrecznikowe:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam tu na myśli nie rezygnowanie z leków i terapii w przypadku chorób, bo zdarzają się tacy weganie, którzy wolą "leczyć" anginę czy grypę na własną rękę albo odstawiać leki ze względu na testy na zwierzętach czy żelatynową kapsułkę.
      A w przypadku takich dietetycznych mądrości lekarskich, czasami chyba najlepiej się do weganizmu nie przyznawać, ewentualnie dopiero wtedy, gdy nasze wyniki okażą się dobre można napomknąć że, jak widać, ten weganizm nie jest taki straszny :)

      Usuń
    2. Ja (gdyby mi starczyło refleksu w takiej sytuacji) powołałabym się na opinie WHO, CZD, na badania nad zdrowiem wegetarian i wegan. Obecne stanowisko poważnych instytucji jest takie, że odpowiednio zbilansowana dieta wegańska jest bezpieczna, również dla osób chorych, i dla ciężarnych/karmiących kobiet.
      Gdyby lekarz się czepiał (i gdyby mi starczyło refleksu...), zapytałabym o jego doświadczenie kliniczne. Czyli po ludzku mówiąc o to, iluż to widział wegan z anemią i niedoborem białka, i ilu z nich wyleczył dietą mięsną. Możliwe, że tego rodzaju "sprowadzenie na ziemię" da się przeprowadzić grzeczniej, ale podejrzewam, że trafiłby mnie szlag. Współczesnym standardem jest evidence based medicine, medycyna oparta na faktach. Fakty - badania naukowe - wskazują na to, że dieta wegańska nie jest ani lekiem na wszystkie choroby świata, ani szybkim sposobem na wpędzenie się do grobu. Skomponowanie zdrowej wegańskiej diety nie jest trudniejsze, niż ułożenie zdrowego planu dietetycznego dla wszystkożercy. To są fakty. To jest medycyna. Medycyna powinna opierać się na badaniach na dużych grupach ludzi, a nie na anegdocie koleżance koleżanki chłopaka siostry. Jeśli więc lekarz chce się z tym kłócić, musi mieć bardzo bogatą bibliotekę case studies (studiów przypadku) które przeczyłyby temu, co wykazały badania. Można w ten sposób odkryć jakiś wyjątek od reguły, ale jeszcze nikt nie odkrył. Lekarz uprzedzony do diety wegetariańskiej i wegańskiej jest równie przekonywujący, co bojąca się o "poziom białka" matka i zachwalający cudowne środki uzdrawiacz: to zwyczajnie nie jest medycyna. Poza tym lekarze niewiele mają dietetyki na studiach. Niewykluczone więc, że gdyby mnie wkurzyło, że lekarz gada jakieś bzdury na podstawie swoich poglądów i widzimisię, zapytałabym, ile godzin dietetyki miał na studiach. Mają bardzo, bardzo niewiele. To nie znaczy niestety, że dietetycy mają lepsze pojęcie - część z nich propaguje organiczne oszołomstwo i dietę rozdzielną, część z nich nie wierzy w zdrową dietę bez mięsa i olewa to, że w tych wszystkożernych dietach przekraczają zapotrzebowanie na fosfor w imię przekonania że im więcej białka tym lepiej - a nadmiar fosforu to tracenie wapnia z moczem. Więc jeśli lekarz uważa, że każdą dolegliwość u weganina wyleczy się powrotem do wszystkożerności, można z czystym sumieniem uznać, że ten lekarz gada od rzeczy. Może na innych sprawach się zna, ale nie na tym.

      Usuń
  3. Dzięki za tak rozsądny i podtrzymujący na duchu wpis :) U mnie najtrudniej będzie z odstawieniem serów francuskich (tych najbardziej śmierdzących) i jajek (pocieszam się, że kupuję je od sąsiadki, której kury biegają po całym ogrodzie). U mnie, niestety, gotowanie wiąże się z posiłkami dla innych osób - mięsożernego, acz otwartego na nowości męża, tradycyjnej do bólu babci i równie niewegańskich dzieci męża z pierwszego małżeństwa. A nic mnie tak nie demotywuje jak wizja przyrządzenia dwóch - trzech obiadów dziennie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Już to pisałam przy innej okazji, ale uwielbiam Twój rozsądek i brak zadęcia w tej kwestii. Do weganizmy przymierzałam się wielokrotnie i do dziś nie wiem czy jest mi pisany, czy zostanie mi "zwykły" wegetarianizm. Staram się unikać nabiału i jaj gdzie mogę (i mam z tego sporą frajdę), ale ciągle jeszcze nie wiem co ze mną w tym temacie będzie :/ Tak czy siak lubię czytać takie wpisy i myślę że tylko takie podejście ma szanse naprawdę zachęcić tych rozdartych i nie umiejących rzucić się od razu na głęboką wodę. Bez sekciarstwa i fanatyzmu - po ludzku:) A co do lekarzy z wcześniejszych komentarzy to z mojej perspektywy (wegetarianki z 24 letnim stażem i mamy od zawsze wegetariańskich prawie dorosłych dzieci) twierdzę, że właśnie trzeba im o tym mówić. Tylko tak to środowisko zacznie inaczej patrzeć i kolejni wege czy wegan będą mieć łatwiej. Pozdrawiam ciepło - Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Sama nie potrafiłam się rzucić od razu na głęboką wodę, ryby zdarzało mi się zjeść jeszcze pół roku od podjęcia decyzji o odstawieniu mięsa, więc doskonale to rozumiem. Tak samo miałam z weganizmem, bo podejrzewam, że gdybym zmieniła dietę z dnia na dzień bez wcześniejszego przygotowania to skończyłabym jedząc mrożone mieszanki warzywne :) A w ten sposób uczyłam się weganizować swoje jedzenie, a jednocześnie nie wpadałam w panikę po zjedzeniu kawałka sera czy pizzy raz na kilka tygodni.

      Usuń
  5. dla mnie najważniejszym sprzętem w domu jest wyciskarka, a dieta wegańska to dla mnie ogromna przygoda, nauczyłem się dobrze gotować, eksperymentować i odnalazłem wielką pasję w jedzeniu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja jeszcze dodałabym do tego - nie truj. Postawa traktująca wszystkich mięsożerców z góry i wytykanie im na każdym kroku cierpienia zwierząt działa jak płachta na byka. Z własnego doświadczenia wiem, że lepiej wspomnieć o negatywnych skutkach zdrowotnych czy zdrowszej, wegańskiej opcji. Poglądy to trudny temat, więc warto zacząć od innej strony :) Bardzo fajny post.
    Pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby jeszcze ci mięsożercy się mądrzyli się np. że "widzieli kiedyś szczęśliwie, wiejskie zwierzątka, i z przyjemnością je jedli"... Chcesz żebym zachowała swoje poglądy dla siebie? Z przyjemnością, ale zacznij od niewymądrzania się swoimi. Nie chcesz słuchać o chowie przemysłowym? Super, bo mi się w sumie nie chce gadać tego samego w kółko, wyobraź sobie. Ale jeśli będziesz próbować mnie przekonać, że jedzenie mięsa jest ok, to nie dziw się, że będę ci tłumaczyć, dlaczego jednak nie jest, i w jaki sposób powstaje to, co możesz znaleźć na półce w supermarkecie.

      Usuń
    2. Między truciem, a tłumaczeniem jest duża różnica. Jedni potrafią przekonać kogoś trafnym zdaniem (tak było ze mną), innym nie wystarczy film, książka i wywiad z kurczakiem z fermy. Chodziło mi tylko o to, że skoro nie działa gadka o cierpieniu zwierząt, to warto poruszyć temat zdrowia, tyle.

      Usuń
    3. A mi się może nie chce poruszać żadnego tematu? Może nie potrafię przekonać tego konkretnego człowieka, jeśli ów człowiek startuje z pozycji atakowania moich przekonań i czepiania się? Może, kurde, chcę zjeść w spokoju moją kanapkę z wege wędliną, i nie musieć nikomu się z tego tłumaczyć? A zaraz znajdzie się ktoś, kto będzie mi tłumaczył, jaką straszną hipokryzją jest wege wędlina, i że wędlina ze szczęśliwej świni jest sto razy słuszniejsza... I taki ktoś usłyszy parę drastycznych rzeczy o chowie przemysłowym. Tak poza tym to mówię o tym tylko na wyraźne życzenie rozmówcy. Nie mam MISJI, nie mam perfekcyjnych ZDOLNOŚCI społecznych, a moja dieta nie daje prawa wszystkożercom do wp*** się w moją wege wędlinę, w mój stan zdrowia (tzn. wyrażanie twierdzenia że dowolny mój problem ze zdrowiem to wina diety, i leczy się to jedzeniem mięsa... przez to mam wrażenie, że weganie wręcz nie chcą wśród siebie osób przewlekle chorych, bo ktoś może zwalać przyczyny choroby na dietę... część wegan nie akceptuje też faktu, że wegańska dieta, nawet raw i bezglutenowa, nie zapewnia immunitetu na choroby). Standardową reakcją wszystkożercy na wege jest szukanie dziur w moich poglądach i działaniach, a nie szukanie informacji, zainteresowanie. Jeśli ktoś chce mi wytknąć hipokryzję (jesz coś, co udaje mięso! skandal!), zarzucać mi ckliwość i sprowadzać sprawę do absurdu (tak cię wzruszają zwierzątka? może jeszcze roślin zrobi ci się szkoda i się zagłodzisz?), czy w inny sposób się czepia, czuję się w obowiązku przypomnieć komuś takiemu, że on za to je zwłoki zwierząt, które żyły w koszmarnych warunkach, i które mniej lub bardziej humanitarnie zabito. Sama nie lubię myśleć i rozważać za dużo o tym, jak się "produkuje" mięso, ale czasem czuję się w obowiązku przypomnieć o tym komuś, kto ewidentnie nie szanuje moich poglądów, kto na dzieńdobry je atakuje, a nie próbuje poznać. Słowo daję, że osób które zadają pytania które może są nudne, ale nie atakujące ("To co w takim razie jesz?", "Czy takie żywienie nie jest droższe niż typowa dieta polaków?", "Nie wydaje ci się czasami, że to bez sensu, gdy niewege jest znacznie więcej?"), takich osób nie częstuję żadną drastyczną opowiastką. Problem w tym, że dużo łatwiej niż z zainteresowaniem i chęcią dowiedzenia się więcej na temat weganizmu, spotykam się z atakiem. Gdy zaś ktoś atakuje mnie i moje poglądy, tłumaczenie mu czegoś byłoby raczej tłumaczeniem SIĘ, a na to nie mam najmniejszej ochoty.
      Nie mam też obowiązku nawracać każdego, kogo spotkam na swojej drodze. Bo nie mam do tego talentu, i za bardzo mnie to frustruje i wkurza, więc niech to robi ktoś, kto ma talent. Z jakiegoś jednak powodu ogromna liczba wszystkożerców pragnie skłaniać wegetarian i wegan by ci wrócili do jedzenia mięsa. I nie wiem po co. Nie wiem, jaki niby miałby być po temu powód, kto miałby na tym zyskać... PO CO wszystkożerca próbuje przekonać wegetarianina czy weganina by ten wrócił do schabowych, bekonu i karkówki?

      Usuń
    4. Nie zabraniam wszystkożercom jeść mięsa. Nie uważam ich za gorszych, chociaż to, co robią, uważam za moralnie gorsze. To nie znaczy, że są gorszymi ludźmi, ale nie mogę uznać że jedzenie mięsa i niejedzenie mięsa to "tylko pogląd". W końcu gdyby chodziło o jedzenie lub niejedzenie konkretnego gatunku, np. kotów albo delfinów, sprawa mogłaby dla ciebie być bardzo jednoznaczna. Świnie, kury i krowy nie są może aż tak fajne jak koty i delfiny, ale uważam męczenie ich i zabijanie za równie paskudne co męczenie i zabijanie kotów. Wyobraź sobie, że żyjesz w świecie gdzie mnóstwo ludzi uważa jedzenie kotów za normalne, przecież nie zabili ich sami, własnymi rękami, są producenci, sklepy, wszystko jest zapakowane i sterylne, i ktoś się czepia ciebie i nazywa hipokrytą, gdy chcesz hamburgera który by nie był zrobiony z kota... miał/a byś ochotę "tłumaczyć" w takich okolicznościach że nie jesteś hipokrytą, a twoja decyzja o niejedzeniu kotów jest słuszna? Uważał/a byś jedzenie lub niejedzenie kotów za równoważne poglądy? Potrafił/a byś nie myśleć, że jedna z tych decyzji jest zwyczajnie moralnie lepsza? To trochę jak z wolnością seksualną, kurde, szanuję ludzi niezależnie od tego ilu mają partnerów i jakiej płci itd, ale uważam, że uczciwość wobec jednego partnera jest moralnie lepsza od zdradzania go. Zazwyczaj jestem skłonna tłumaczyć to taktownie, a czasem nawet przemilczeć. Gdyby jednak ktoś, kto zdradza partnera, atakował moją postawę, i twierdził że np. nie wiem co dobre, i jaki fajny jest taki romansik, i ile ja w ten sposób tracę przez własne głupie opory - mogłabym zachowanie tej osoby opisać niewybrednymi i nietaktownymi słowami, i mogłabym nie mieć chęci ani nic tłumaczyć, ani się tłumaczyć. I uważam, że problem zabijania zwierząt jest poważniejszym moralnie problemem, niż zdradzanie partnera. I uważam, że tu jedna rzecz jest moralnie lepsza od drugiej, weganizm jest lepszy od jedzenia mięsa, wierność jest lepsza od niewierności. Nie mogę udawać, że jest inaczej, że "to tylko poglądy". Odmawiam "tłumaczenia" czegokolwiek komuś, kto obraża mnie lub wyśmiewa za to, że nie robię czegoś złego, co on jak najbardziej robi i lubi. Jeśli ktoś twierdzi, że to co ja robię by uniknąć wykańczania zwierząt, jest głupie, to ja temu komuś przypomnę, że płacenie producentowi, który dręczy i zabija zwierzęta, jest złe, a produkcja żywności pochodzenia zwierzęcego jest obrzydliwa. Nie mam do cholery obowiązku posiadać anielskiej cierpliwości. Nie ma żadnej zasady, że wege mogą być tylko ci, którzy cierpliwie "tłumaczą" w odpowiedzi na ataki, przytyki, złośliwości, w sprawie która jest dla nich jednoznaczna moralnie.

      Usuń
  7. Zgadzam się w 100% z powyższym komentarzem!
    A co do tego wpisu - nie mogę się nadziwić, że tak młoda osoba jak Ty Marto, jest taka w tym weganizmie zdroworozsądkowa, taka mądra.. :) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej :) mam pytanko. Czy jako weganie mogą jeść produkty,które nie mają oczywiście w składzie mleka czy jaj,ale napisana jest informacja,że mogą znajdować się ich śladowe ilści? :) Dzięki za odpowiedź :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogą :) Informacja o śladowych ilościach mówi o tym, że w danym zakładzie wykorzystuje się takie składniki jak laktoza/gluten/jajka i skierowana jest do alergików. Osoby z silnymi nietolerancjami, np. na gluten, często nie mogą używać naczyń, które miały wcześniej styczność z alergenem albo nie mogą jeść nawet bezglutenowych potraw w miejscach, które serwują też te zawierające gluten. Za pomocą tego dopisku firmy zabezpieczają się przed ewentualnymi pozwami od alergików :)

      Usuń
  9. Witaj,
    Nie widzę, żeby ktoś wcześniej zwrócił na to uwagę, więc ja zwrócę. Owe plotki o klejeniu mebli trupami zwierząt mogą nie być wcale tak przesadzone - bardzo dobry klej do drewna robi się z żelatyny. Jako że nie interesuję się stricte stolarstwem, nie jestem w stanie powiedzieć Ci, czy jest on często używany konkretnie do mebli czy też raczej takie użycie go byłoby bardzo nietypową sytuacją, ale na pewno stosuje się go w lutnictwie (polecam zwrócić uwagę również na to, czy mebel/instrument jest politurowany).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, ale jaki wpływ na sytuację zwierząt ma taki odpad z rzeźni? Żadnego, bo dopóki hoduje się zwierzęta na mięso, powstają też takie odpady. Skupmy się lepiej na tym, żeby zabijano mniej zwierząt, to i nie będziemy się wtedy musieli martwić żelatyną, kolagenem czy innym tłuszczem.
      A poza tym, słyszałam gdzieś, że obecnie stosuje się już często kleje całkowicie syntetyczne.

      Usuń
  10. A jak przejść na wegetarianizm, już nie wspominając o weganizmie, serdecznie nie cierpiąc gotować i nie lubiąc większości warzyw zawsze obecnych w przepisach? :( Wszyscy wegańscy blogerzy sprawiają wrażenie, jakby juz naprawdę nie mieli co robić z życiem, tylko wymyślać kolejne fasolowe pasty, a do wszystkiego wsadzają paskudztwa takie jak cukinia, cebula czy bakłażan. I jeszcze gotują z przyjemnością, niesłychane. No i jedzą też z przyjemnością, a ja tak ogólnie nie jestem wielką fanką jedzenia (jako czynności). Jak na razie polegam na tym, że obiady robi mi ktoś inny, a jak wyjeżdża na jakiś czas, to mam wrażenie, że cały dzień spędzam na przygotowaniu jedzenia, potem jedzeniu, a w końcu jeszcze zmywaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam breatharianizm.

      Usuń
    2. Dzięki za pomoc. Czyli powinnam ze sobą skończyć? Nie mam odwagi, niestety.

      Usuń
    3. Nie, nadal się nad sobą użalaj i szukaj wymówek.

      Btw, mój wegetarianizm polegał głównie na kanapkach z serem i mrożonej pizzy. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że prana byłaby zdrowsza.

      Usuń
    4. Szukać wymówek? Szukałam rady, jak poradzić sobie z realnymi, już istniejącymi problemami. Ale widzę, że nie jesteś kimś, kogo warto było o to pytać. Patrząc na notki, odniosłam wrażenie, że znasz temat, a do tego jesteś fajną, ogarniętą osobą, która chętnie pomoże. No trudno, dałam się nabrać.

      Usuń