Kocieuszy | wegański styl życia: Jak dajemy się nabierać firmom kosmetycznym

Jak dajemy się nabierać firmom kosmetycznym

19:30

...czyli bierzemy pod lupę najczęstsze odpowiedzi i oświadczenia w sprawie testów na zwierzętach, które wcale nie muszą gwarantować, że dana firma jest cruelty-free.



1. Nasze kosmetyki nie są testowane na zwierzętach.
To bardzo ogólne stwierdzenie, które nie powinno stanowić o zaklasyfikowaniu przez nas danej firmy jako nietestującej. Dlaczego? Bo odnosi się jedynie do kosmetyków, gotowych produktów, których w większości i tak nie testuje się na zwierzętach, a nawet często jest to prawnie zabronione (w Europie zabronione jest też testowanie składników, ale świat nie ogranicza się do Europy, prawda?). Nierzadko o kosmetykach mówimy, że nie są testowane na zwierzętach, ale jest to tylko skrót myślowy, bo raczej ciężko byłoby w zwykłej konwersacji czy notce na blogu podkreślać, że chodzi nam o testy kosmetyków, składników na każdym etapie produkcji, działania samej firmy, jej dostawców, jak i innych podmiotów, a także obecność w Chinach.


2. Nie testujemy (kosmetyków i/lub składników) na zwierzętach / Nie testowane na zwierzętach.
Znowu słowa, które nie wyczerpują tematu. Dotyczą jedynie samej zainteresowanej firmy, a nie mówią nic o działaniach dostawców czy innych podmiotów. Firmy kosmetyczne mogą zlecać testy na zwierzętach jakimś innym instytucjom, a sami o sobie mówić, że nie testują i nadal brzmi to logicznie i właściwie jest zgodne z prawdą, mimo że nie oznacza, że firma ta nie jest zaangażowana finansowo w testy.

przykład: Inglot
Inglot należy do firm, które podkreślają, że nie testują na zwierzętach/ich kosmetyki nie są testowane na zwierzętach, a jednak mają coś za uszami. Na moje pytania dotyczące testowania przez dostawców odpowiedzieli "To the best of our knowledge, the ingredients used for our cosmetics are not tested on animals", czego nie mogę uznać za deklarację, że kontrolują swoich dostawców. Kiedy poprosiłam o doprecyzowanie tej kwestii, kontakt się urwał.


3. *jeśli nie jest to wymagane prawem.
Brzmi poważnie, a przy okazji najczęściej wciska się ten zwrot pod koniec zdania, kiedy konsument już cieszy się z powodu zawartego na początku "Nie testujemy...". Co oznacza ten zwrot? Często np. obecność w Chinach, gdzie prawo wymaga przetestowania na zwierzętach (lub zgody na takie testy) kosmetyków importowanych spoza Chin kontynentalnych.



4. Znaczek króliczka
Znaczek króliczka nie musi być żadnym wiarygodnym dowodem na to, że dany kosmetyk i jego składniki nie były testowane na zwierzętach. Sam króliczek na opakowaniu nie musi też świadczyć o tym, że kosmetyk jest ocertyfikowany jako cruelty-free (dopóki nie jest to znaczek np. Leaping Bunny czy PETA). Samemu króliczkowi Pety tak jak i ich liście osobiście też do końca nie ufam, dlatego staram się samodzielnie sprawdzać interesujące mnie firmy.


5. Kochamy zwierzęta i pracujemy nad alternatywami, ale...
Czyli znowu, nie testujemy, nie zlecamy testów, działamy na rzecz zwierząt inwestując swój kapitał w metody alternatywne, ale testujemy, jeśli wymaga tego prawo. Oczywiście w tych Chinach przekonujemy wszystkich, żeby z testów na zwierzętach zrezygnowali. Nie przekonuje mnie taka retoryka.

Chiny to ogromny i lukratywny rynek, firmom kosmetycznym naprawdę opłaca się eksport do tego kraju, a mało która (zwłaszcza duża) firma chciałaby przepuścić taką okazję. Ale że zachodniemu społeczeństwu nie podoba się fakt, że firmy kosmetyczne obecne w Chinach przykładają rękę do tamtejszej wiwisekcji, trzeba je jakoś udobruchać. Czy te firmy naprawdę nie robią nic na rzecz zwierząt? Ależ zapewne robią, chociaż wątpię, że ich głównym celem jest dobro zwierząt. Testy na zwierzętach do tanich nie należą, a przy okazji uproszczenie procedur certyfikacyjnych byłoby im na rękę. Zawsze przy poruszaniu tego tematu podkreślam moje zdanie i może już zauważyliście, że uważam, że większe wrażenie na chińskim rządzie zrobiłaby sytuacja, w której duże i znaczące firmy zaczęłyby się wycofywać z tego kraju na wieść o wymaganych testach, ale rozumiem też poniekąd zwolenników tej drugiej tezy. W końcu firmy te z Chin nie zrezygnują, bo nie opłacałoby im się to finansowo, a przy okazji może i rzeczywiście ugrają tam coś korzystnego dla zwierząt, ale przecież nie oznacza to od razu, że ja mam te firmy wspierać. Inwestować w alternatywy można też nie testując na zwierzętach (spójrzmy chociażby na LUSH) i ja wolę wspierać finansowo właśnie takie firmy. Są też one dla mnie bardziej wiarygodne.

Mimo wszystko widzę w korporacjach spory potencjał dotyczący zmieniania otaczającego nas świata, głównie dlatego, że mają one wystarczającą ilość środków, które mogą na to przeznaczyć. Już dawno wyleczyłam się z bezrefleksyjnego bojkotowania korpo dla samej idei bojkotowania. Trzeba jednak pamiętać o tym, że raczej żadna duża firma nie wprowadzi zmian, jeśli nie będzie jej się to opłacać. Korporacje to nie fundacje pro-zwierzęce, nie będą się zadłużać dla ratowania życia i zdrowia zwierząt. Jeśli od teraz zaczęlibyśmy głaskać po głowie testujące koncerny kosmetyczne tylko dlatego, że MOŻE zainwestują one swój kapitał w metody alternatywne albo przekonają chiński rząd do zaprzestania testów, to jaki miałyby one asumpt do dalszego działania na rzecz zwierząt? Czy zainteresowałyby się w ogóle tym tematem gdyby nie nacisk społeczeństwa? Wątpię.

A poza tym, czy jako weganie kupujemy produkty mięsne i mleczne, bo jakaś firma być może dzięki temu zainwestuje w produkcję wegańskiego mięsa czy sera? Oczywiście, że nie, to brzmi wręcz kuriozalnie. Tak samo podchodzę do kosmetyków testowanych na zwierzętach, zwłaszcza, że takie testy cieszą się o wiele mniejszą akceptacją społeczeństwa niż jedzenie produktów pochodzenia zwierzęcego.

Jak w takim razie zaznaczyć zapotrzebowanie na kosmetyki wegańskie i cruelty-free? Ja po prostu wspieram finansowo nietestujące firmy kosmetyczne, zarówno te mające w swojej ofercie certyfikowane wegańskie produkty, jak i wegańskie przez przypadek. Wy oczywiście jak zawsze możecie zdecydować o tym samodzielnie.



To już wszystkie popularne teksty firm kosmetycznych, które nie wyczerpują tematu testów na zwierzętach. Zdarza się, że dostaję wiadomości z pretensjami o to, że na mojej liście dana firma oznaczona jest jako testująca, podczas gdy na jej stronie internetowej firma ta zarzeka się, że nie testuje na zwierzętach. Najczęściej dotyczy to firm obecnych w Chinach, takich jak Oriflame czy Yves Rocher, prezentujące na swoich stronach typową marketingową papkę, w którą owinięta jest gdzieś tam informacja o "nielicznych krajach wymagających dodatkowych badań". Nietrudno się w tym pogubić, ale warto poddawać w wątpliwość to, co podtykają nam pod nos marketingowcy i, jeśli to możliwe, dociekać prawdy samodzielnie. Albo korzystać w wiarygodnych i aktualizowanych na bieżąco list kosmetyków cruelty-free, takich jak lista Kocich Uszu ;)



*Ach, i wybaczcie ten chwytliwy tytuł, według mnie brzmi on jednak ciekawiej (i przede wszystkim krócej) niż standardowe "najpopularniejsze odpowiedzi firm w sprawie testów na zwierzętach, które wcale nie świadczą o tym, że firma nie testuje" ;)

You Might Also Like

21 komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Dziękuję, chociaż nie wiem dlaczego :)

      Usuń
  2. Wszystko rozumiem, kocham króliczki i wkładanie im tuszu do rzęs w czerwone ślepia jest godne potępienia, ale niektóre składniki jakoś trzeba sprawdzić, a przecież nikt nie odważy się testować ich na ludziach bez wcześniejszych badań. Kosmetyki mogą być równie niebezpieczne jak leki, więc ograniczmy wykorzystywanie zwierząt do minimum, ale też nie popadajmy w przesadę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sugerujesz, że Unia Europejska popada w przesadę zakazując testów kosmetyków i ich składników na zwierzętach? W takim razie radzę się dokształcić w temacie metod alternatywnych, a także różnic pomiędzy organizmami ludzi i innych zwierząt. Gdybyśmy mieli tak się sugerować testami na zwierzętach, to uważalibyśmy teraz czekoladę za produkt trujący.

      Usuń
    2. Co do testów na ludziach... hmm,, pomyślmy... tylu mamy w więzieniach morderców i pedofili - niech się na coś przydadzą społeczeństwu, skoro tyle krzywd wyrządzili.

      Usuń
    3. Nie wydaje mi się: http://www.kocieuszy.pl/2014/11/dlaczego-nie-powinnismy-testowac-na.html

      Usuń
    4. Proponuję Ci się zgłosić na ochotnika.

      Usuń
  3. Mam pytanie: chce przestać używać kosmetyków testowanych na zwierzętach, ale do tej pory nie zwracałam na to uwagi, w związku z czym mam mnóstwo takich kosmetyków, których używam. Wspieranie tych firm to kupowanie tych kosmetyków, czyli dawanie im zarobić. Już nie chce tego robić, ale co mam w związku z tym zrobić z kosmetykami, które już mam, już je kupiłam, czyli cofnąć się tego nie da. Czy Ty na moim miejscu wyrzuciłabyś kosmetyki firm testujących, które już i tak kupiłam, czy nadal byś ich używała do wykończenia i po prostu więcej nie kupiła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że zużyłabym do końca, wyrzucanie nie ma sensu jeśli już i tak wsparliśmy daną firmę. Ja dopiero niedawno wykończyłam testowany puder, który kupiłam kiedy jeszcze się w tym nie orientowałam.

      Usuń
    2. Dzięki za odpowiedź:)

      Usuń
  4. Hej, Marto! Chciałabym z czystym sumieniem kupić kosmetyki Golden Rose, mają takie ładne i tanie pomadki i cienie. Na żadnych Polskich listach nie widnieją w ogóle. Na swojej stronie zapewniają o nietestowaniu. Gdzieś w anglojęzycznym internecie znalazłam, że są ok, ale jako dowód jedynie mail. To napisałam wczoraj sama maila z pytaniem o dostawców i listę składników odzwierzęcych, dziś rano dostałam odpowiedź "Dziękujemy za Pani maila i za zapytanie. Możemy Panią zapewnić, że według informacji producenta dostawcy składników do poszczególnych produktów także podlegają kontroli. Niestety nie dysponujemy taką listą składników." No i co z tym zrobić? Bo też ta odpowiedź wydaje się kopiuj wklej, to co chciałam to otrzymałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ta firma nie przekonuje. Pisałam już kilka razy do ich zagranicznego oddziału (bo to jest chyba turecka firma, więc to nie jest nawet UE) i nie dostałam od nich żadnej odpowiedzi. Informacji zawsze staram się szukać u źródła, bo poszczególni dystrybutorzy w różnych krajach nie muszą mieć całej wiedzy na ten temat. A jeśli firma unika odpowiedzi to jest już dla mnie podejrzana.

      Usuń
    2. Tego się obawiałam. Trudno, nie ma co eksperymentować. Póki co dam sobie z nimi spokój, może zacznę regularnie maile słać do tureckich przedstawicieli. Choć kilkakrotny brak odpowiedzi już o nich świadczy wystarczająco. Dzięki.

      Usuń
    3. Lubię tę firmę a tak się skałada, że mój chłopak za ojczysty jeżyk ma turecki więc postaram się czegoś poszukać w tej spawie.

      Usuń
    4. Pytałam się kiedyś w galerii i pani mi powiedziała, że Golden Rose testuje na zwierzętach, więc też dałam sobie z tą firmą spokój. Fakt - wygląda ładnie (i tanio!) ale... Paese lepsze (oni ponoć nie testują)

      Usuń
  5. Zaciekawiło mnie, dlaczego nie ufasz liście i króliczkowi Pety? Jeśli już gdzieś o tym pisałaś to przepraszam za nieuwagę, ale przeczytałam sporo artykułów, niektóre więcej niż raz ;) i dopiero tu mi się to rzuciło w oczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przecież napisała, że DOPÓKI to nie jest oficjalny znak PETY albo Leaping Bunny, to nie ma co ufać byle jakiemu obrazkowi króliczka, który może sobie dowolnie wklejać byle grafik każdej firmy (tłumacząc się ułańską fantazją podczas projektowania opakowania) ;P

      Usuń
  6. Jestem wege i jestem przeciwko testom na zwierzętach, staram się nie kupować testowanych na nich produktów, ale jednej rzeczy nie rozumiem. Z tego co czytałam są alternatywy takich testów, więc dlaczego wiele koncernów wciąż testuje na zwierzętach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obecnie najczęściej wszystko sprowadza się do obecności w Chinach i testów wymaganych prawem.
      http://www.kocieuszy.pl/2015/04/testy-na-zwierzetach-o-co-w-tym-w-ogole.html.

      Usuń
  7. Choć nie jestem wegetarianką, to staram się wybierać kosmetyki nie testowane na zwierzętach. Można się w tym nieźle pogubić, kosmetyki które dotąd uważałam za nie testowane, według Twojej listy na blogu niestety okazały się, że są testowane :/

    OdpowiedzUsuń